Łukjanienko


20 maja, 2013

Kiedy dowiedziałem się, że na Warszawskich Targach Książki będzie Siergiej Łukjanienko byłem podekscytowany niczym nastolatek przed pierwszą randką. Po Stanisławie Lemie i Robercie Sheckley’u jest to trzeci pisarz fantastyki, o którym śmiało mogę powiedzieć – mój idol. Pochłaniam książki Łukjanienki szybciej niż kombajn ścina zboże. Począwszy od pierwszych zbiorów opowiadań jakie znam 'Atomowy Sen’ przez 'Patrole…’ aż po 'Czystopis’ – wszystko przeczytałem co najmniej dwa razy. Na targach Siergiej Łukjanienko nie pozował na gwiazdę literatury (którą bez wątpienia jest), odniosłem wrażenie, że jest niezwykle skromnym wręcz nieśmiałym człowiekiem. Ożywił się znacznie przy dwóch tematach, do których ma, jak sam przyznał, osobisty stosunek. Piractwo i kino rosyjskie. Pierwszy temat to chyba oczywiste. Natomiast współczesne kina rosyjskie pisarz dzieli po prostu na dwie kategorie: filmy tak pompatyczne, że aż śmieszne oraz na filmy robione byle jak przez amatorów nie mających kropli kina we krwi. Od czasu ekranizacji 'Dziennego Patrolu’ nie sprzedaje już praw do ekranizacji swoich książek. Chociaż akurat ta ekranizacja była bardzo dobra (co potwierdził), widząc jednak jak dzisiejsi filmowcy bezceremonialnie obchodzą się z literaturą po prostu się boi. 'Wiedźmin’ jest tego najlepszym przykładem. Problemem jest także wypłata pisarzom należnych im tantiem. „Najpierw 'diengi’ na stół a potem róbcie sobie z filmem co chcecie” – to być może najlepsza, jego zdaniem, metoda na współczesnych producentów i zachowanie spokoju ducha. To zresztą dewiza Sapkowskiego, którego bardzo ceni i ewidentnie było mu żal, że podczas targów nie mógł sobie z nim pogadać. Łukjanienko ceni też R.R Martina, którego książki zna od wielu lat. Jestem pewien, że trochę zazdrości Martinowi, na podstawie powieści którego nakręcono tak świetny serial jak 'Gra o Tron’.

tarnowski division_Siergiej Lukianienko_Warsaw 2013_01