VERVLOET OD ŚRODKA


Styczeń 23, 2016

Czy tradycja licząca ponad 100 lat ma dziś jeszcze jakiekolwiek znaczenie? Czy w dobie azjatyckich podróbek warto zawracać sobie głowę oryginalnymi produktami? Kosztują krocie, produkcja trwa 20x dłużej niz druk 3D, a zakup w sklepie internetowym jest prosty jak dostanie głównej roli w filmie Quentina Tarantino.

 

Niewiele pozostało w Polsce firm szczycących się ponad 100 letnią tradycją. Wojna i komunizm skutecznie rozprawiły się z właścicielami tysięcy polskich fabryk i znakomitych manufaktur oraz małymi rodzinnymi biznesami działającymi przez pokolenia. Z jednej strony jako projektant wnętrz boleję nad tym, że muszę podróżować daleko aby odnaleźć produkty, których w Polsce nikt już nie potrafi wytworzyć. Lub się produkować nie opłaca. Z drugiej strony cieszy mnie to, że mogę poznać stare, wartościowe manufaktury oraz sympatycznych ludzi takich jak w belgijskim Vervloet. Podroż do siedziby Vervloet to przyjemność. Zwłaszcza kiedy mamy kilka godzin w zapasie na spacer po malej i bardzo urokliwej Brukseli. Choć siedziba Vervloet jest zaledwie 25 min drogi piechotą od dworca kolejowego to łatwo taki spacerek zamienić w 1,5 godzinna wycieczkę. Kiedy już dotrzemy na miejsce najprawdopodobniej powita nas przemiła Corinne. To alfa i omega firmy, znająca jej wszystkie tajemnice i każdy z tysięcy produktów. Jej otwartość i życzliwość były wspaniałe.

 

Showroom Vervloet to przestronna sala mieszcząca drewniane gabloty z wybranymi produktami. Każda gablota pokazuje produkty w innym stylu. Mamy tu klamki, uchwyty i zawiasy w różnych stylach: Gotyk, Renesans, L.XIV, L.XV, L.XVI, Empire, Art Nouveau, Art Deco. Mamy kilka gablot pełnych współczesnych a jednocześnie ponadczasowych wzorów uznanych projektantów. Lecz tak naprawdę to nie salon robi największe wrażenie. To wzorcownia. Lekko niedogrzane pomieszczenie z regalami wypełnionymi zakurzonymi modelami i wzorami wszystkich produktów od początków istnienia firmy aż do dziś. Jest ich kilkadziesiąt tysięcy! Chodziłem wśród półek jak w transie, dotykając co chwilę jakiś piękny przedmiot z pięknym detalem. Nie ukrywam, że chciałem w tej sali postawić łóżko i zwyczajnie zamieszkać. Podobne wrażenie miałem z wizyty na produkcji, gdzie zostałem zaprowadzony przez Corinne. Wszystkie elementy są z czystego mosiądzu, który obrabia się ręcznie metodami znanymi przez naszych pradziadków. Proces galwanizacji wygląda jak podroż do przeszłości. Tylko fryzura i obiór pracownika informują, że mamy XXI wiek. Wszystko inne wygląda jak w filmie braci Lumiere. I najczęściej tyle ma lat. Kotły, misy, kadzie, narzędzia.

Vervloet to magiczne miejsce, gdzie spotkać można Św. Mikołaja pracującego tu od 47 lat a raz w roku zaprzęgającego renifery do san. Spotkać można też polskiego pracownika. Profesjonalistę, który od 9 lat ręcznie wykonuje dla Vervloet unikatowe dzieła sztuki. Być może spędzi tu dalsze 40 lat. I przekaże zdobytą wiedzę i umiejętności młodemu adeptowi z jeszcze nieokreślonego kraju. Ciągłość tradycji. Czy ma znaczenie? Retoryczne pytanie. Szymon Tarnowski

Wkrótce napiszę więcej o moich ulubionych kolekcjach z oferty Vervloet. Dziś dwa przykłady klamek w stylu Art Deco.