Ecstasy of Gold. Maison&Objet 2017 okiem Tarnowski Division.


Styczeń 27, 2017

W tym roku zwiedzanie rozpocząłem inaczej niż w roku poprzednim, czyli od końca. Najpierw Hala nr 8 „Scenes d’interieur”. Stara się wyglądać luksusowo i nieźle mu to wychodzi. To tu ulokowały się marki uważane za luksusowe o często modowym rodowodzie jak Fendi Casa, Gianfranco Ferre, Emanuele Ungaro, Roberto Cavalli. Znane i cenione jak Meridiani, lIgne Roset, Porada, Frato. A także te które luksus mają w genach jak Lalique. Łączenie czeczotowych fornirów z kryształem, szlachetnym kamieniem i stalą. Wzorzyste welurowe tkaniny obiciowe, grubo tłoczone bydlęce skóry świetnie udające skórę płaszczki czy rekina. Przygaszone światła, ciemne tła stoisk pięknie eksponują bliki na mosiądzu, którego w tym roku mamy pod dostatkiem. Miedź królowała raptem przez dwa sezony, dziś jest passe. Dziś dominuje złoto i mosiądz w każdym wykończeniu: szczotkowany, patynowany i oczywiście polerowany. Prawdziwa Ecstasy of Gold.

 

Od lustrzanych powłok po 30 minutach zrobiło mi się niedobrze i ewakuowałem się do pawilonu siódmego. Hala nr 7 „now! Design a vivre” jest interesująca. Tu również znajdziemy luksusowe marki a także takie, które do luksusu aspirują. Moje spojrzenie przykuła ekspozycja oświetlenia firmy z Londynu Bert Frank. Zawieszona gdzieś między klasyką i nowoczesnością, z przedmiotami o pięknym, ponadczasowym detalu, czyli to co niedźwiedzie lubią najbardziej.

 

 

W hali siódmej mają swe standy Vervloet i Fürstenberg, szacowne firmy, z którymi współpracuje nasze studio Tarnowski Division. Z przyjemnością spotkałem się z P. Benjaminem Payerem odpowiedzialnym za sprzedaż międzynarodową (manager international sales). Pozachwycałem się przepiękną porcelaną i napiłem się dobrej kawy z pięknej porcelanowej filiżanki.
Nie skusiłem się rano na kawę w barze na targach, którą Francuzi serwują niestety z automatów. W Mediolanie w najmniejszym i najbiedniejszym punkcie gastronomicznym na targach może nie być jedzenia ale expres do kawy musi być w pełni profesjonalny. Furstenberg choć Niemcy zadbał o dobrą kawę dla swoich gości.

 

Na wielu ekspozycjach oprócz kontynuacji wielbienia złotego cielca pojawiły się niejako w opozycji formy naturalne i organiczne. Uwagę przykuwała zwłaszcza doskonała ekspozycja Imperfettolab srl. To dość ciekawe doznanie kiedy nagle spod kaskady złotego deszczu (bez skojarzeń proszę!) wpadamy do glinianej miski ze źródlaną wodą.

 

Hala 6 „beloved, fashion, easy living” praktycznie nic się od zeszłego roku nie zmienił. Hala wielka jak lotnisko mieści wszystko od sasa do lasa. Gadżety, gadżety, gadżety. Jest wszystko na każdą okazje. Funkcjonalne i bezużyteczne. Często śmieszne. Tym razem ominąłem prawdopodobnie najlepszą część hali szóstej sekcję „Kids”czyli ekspozycje dla dzieci i zabawki. Jestem pewny, że tym sprytnym manewrem udało mi się zaoszczędzić 3 godziny i tym samym zdążyć na samolot powrotny.

Hala nr 5 jest gigantyczna. Najpierw zasiliłem akumulatory sałatką w restauracji zlokalizowanej na początku hali. Sprytnie ominąłem sekcję „Fragrances”, czyli tysiące stoisk z zapachami, perfumami i świecami. Powędrowałem od razu do centralnej części „Craft, Metiers D’Art” gdzie zgrupowane zostały mini stoiska z rękodziełem i sztuką. Jak zwykle pomysłowość przeplatała się tu z humorem i niekonwencjonalnym spojrzeniem na przedmiot. Potem zajrzałem do sekcji 5b „Actuel”, którą pominąłem w zeszłym roku. W tym mógłbym zrobić to samo. Na dłużej zatrzymałem się jednak w sekcji 5a „cook+design”. Może to kwestia moich prywatnych preferencji i faktu, że lubię czasem w kuchni coś dobrego przyrządzić, z przyjemnością pokręciłem się wśród obrusów, zastaw stołowych, pięknych sztućców i precyzyjnych jak skalpel japońskich noży kucharskich.

Hala 4 i 3 „Elegant”czyli pachnące olejem i kurzem, pełne durnostojek i sztucznych roślin hale pominąłem w tym roku. Inaczej chyba rozumiem elegancję. Pominąłem także hale nr 1 i 2 „Ethinic” i „Cozy”. Azjatyckie i „cepeliowe” klimaty nie będą u mnie trendy w 2017.